Zagubieni – znalezieni. Polacy w Łatgalii (Gazeta Polska)

27.09.2018. 13:23

Olga Alehno

 Saldejums

Może właśnie o to Sowietom chodziło, żebyśmy zapomnieli o tej historii? – zastanawia się Iwona po kilku dniach spędzonych w Łatgalii. Ten wschodni region Łotwy od XVI wieku jest związany także z polską kulturą. Dziś po latach sowieckiej okupacji ślady na ścieżkach, którymi chodziły postacie historyczne ważne dla Polaków, zostały odkurzone. A pamięć o nich wreszcie odżywa. 

Jedziemy do Łatgalii? – pytałam każdego ze swoich przyszłych towarzyszy drogi. „Gdzie?” – myślał zapewne każdy z nich, a mimo to zgodził się dołączyć. Wyruszyliśmy w gronie dziennikarskim na tygodniowy wyjazd, by zobaczyć odzyskującą pamięć historyczną krainę Łotwy. Inflanckie brzmienie polszczyzny, odnawiane polskie szlacheckie dwory, pielęgnowane kościoły katolickie, ufundowane wieki temu przez polskie rody, i wspomnienia o zwycięskich bitwach oraz odwadze uczestników stłumionych powstań. Oto 600 lat wspólnej polsko-łotewskiej historii. 

Ziemia zahartowana historią 

Obecnie Łatgalia to region na wschodzie Łotwy, która w tym roku także obchodzi 100-lecie uzyskania niepodległości. Obchodzi je także dzięki polskim legionistom, którzy w latach 1919–1920 wraz z łotewskim wojskiem walczyli o wyzwolenie Łatgalii, zajętej wówczas przez bolszewików. Szczątki Polaków, którzy zginęli za wolność młodej Łotwy, z honorami spoczęły na lokalnych nekropoliach. Zawieszone na pomnikach miedziane tablice z ich imionami są wypolerowane do blasku. Zaś u stóp monumentów ciągle stoją znicze. – Zawsze ktoś przyniesie nowe i zostawi – wyjaśnia pani Vanda, członek zarządu deneburgskiego oddziału Związku Polaków na Łotwie. Stoimy pod pomnikiem 237 polskich legionistów poległych w 1920 r. w walkach z „czerwoną zarazą” o Deneburg (łot. Daugavpils). 

Sąsiedzi w szczęściu i nieszczęściu

Łatgalia to region sąsiadów. Łotysze, Łatgalczycy, Rosjanie, Polacy, Białorusini, Żydzi, bałtyccy Niemcy, Litwini, Cyganie – wszyscy w jednym kotle. Mogliby się kłócić, ale wichry historii nauczyły ich trzymać się razem. Więc i rody szlacheckie, które panowały na tych terenach od XVI do początku XX wieku, w naszym dzisiejszym rozumieniu, są mieszanką wybuchową, bo polsko-niemiecką. Taki rodowód mieli m.in. Platerowie, Borchowie czy Manteufflowie. Co po nich pozostało? – Od 20 lat jesteśmy właścicielami Arendole, byłego dworu rodu Platerów-Zyberków – opowiadają Arvids i Faimja Turlaje. – Ich przodek walczył u boku Jana Chodkiewicza w 1605 roku w bitwie pod Kircholmem (łot. Salaspils). Ich kuzyn – Leon Plater – był bohaterem powstania styczniowego i został rozstrzelany w Deneburgu. A kuzynka Emilia Plater była kapitanem Wojska Polskiego w czasie powstania listopadowego. Wiemy, że nocowała w tym domu– opowiada Łatgalczyk, Łotysz pan Arvids. Jak przyznaje, prowadzi nadal korespondencję z jednym z potomków rodu, który jest eurodeputowanym. Obecnym właścicielom Arendole udało się zachować ducha dawnych lat, bo dokonali wiernej rekonstrukcji. W większości własnymi siłami urządzili w budynku obszerną wystawę o Platerach. Pokoje na piętrze w drugim skrzydle, niegdyś przeznaczone dla gości balów, oddano pod kilka stylizowanych pokoi hotelowych. – Niestety, jesteście dopiero drugimi gośćmi z Polski u nas w ciągu 20 lat – przyznają państwo Turlaje i zapraszają nowych miłośników historii znad Wisły. 

Tam, gdzie inicjatywa nie przeszła w prywatne ręce, sprawą zajęły się samorządy. Tak stało się w Prele (łot. Preiļi), dziś miasteczku znanym z produkcji serów, w tym serowych lodów, a niegdyś – z pałacu rodu Borchów, którego najbardziej majętnym przedstawicielem był kanclerz wielki koronny, wojewoda inflancki Jan Andrzej Borch. – W swoim najlepszym okresie majątek obejmował 43 ha. – W drugiej połowie XIX wieku ówczesny właściciel z rodu Borchów wybudował nowy pałac w modnym, neogotyckim stylu. Szlachcic tak kochał swoje konie, że nawet ich stajnia wyglądała niczym mały pałac – opowiada przewodniczka Irēne i prowadzi nas do odnowionej kaplicy hrabiów, zniszczonej w czasach sowieckich, i… wykonuje dla nas przepiękne pieśni sakralne. Potem dowiadujemy się, że śpiewu operowego nauczyła się w chórze, gdzie odkryto jej talent. A z pochodzenia jest 100-procentową Polką, choć dziś już mówi tylko po łotewsku. Irēne prowadzi nas dalej po terenie majątku, gdzie tuż przy byłym pałacu stoją dwa prywatne domy z lat 70. – W czasach sowieckich prominenci partii komunistycznej mogli wiele – odpowiada zniesmaczona. Ostatecznie stajemy przed placem budowy. – Zamek Borchów spłonął w 1978 roku. Obecnie samorząd uzyskał europejskie fundusze na jego odnowienie. Przyjeżdżajcie w przyszłym roku, będzie to nasza nowa atrakcja turystyczna – zachęca. 

Perełki katolickiej architektury

Pod względem religii Łatgalia wyróżnia się na tle całej Łotwy, gdzie dominują luteranie. Mimo że tu również spotkamy tradycyjną dla Łotwy mieszankę – protestantów, prawosławnych, starowierców i wyznawców judaizmu – w tym regionie dominują katolicy. Dlatego 24 września do łatgalskiej Aglony, czyli łotewskiej Częstochowy, ma przybyć z pielgrzymką papież Franciszek I. Wizyta odbędzie się w 25. rocznicę przybycia tu Ojca Świętego Jana Pawła II. 

Setki lat temu wsparcia Kościołowi udzielały polskie rody szlacheckie. Na murach perełki polskiego baroku – kościoła pw. św. Dominika w Posiniu (łot. Pasiene) – odsłonięto tablicę na cześć lokalnego mecenasa, polskiej poetki, matki… 22 dzieci – Konstancji Benisławskiej. Z kolei dziś kościołowi w Łatgalii pomaga m.in. polski rząd. Tak w 2003 roku w Krāslavie (pol. Krasława) w ufundowanym przez Platerów kościele pw. św. Ludwika, na ołtarzu pod obrazem uczniów Jana Matejki, odkryto fresk włoskiego malarza związanego z Polską – Filippo Castaldiego. W 2015 roku dzięki finansowaniu z Warszawy został on odnowiony. 

Taki wpływ nie pozostaje bez znaczenia w relacjach międzyludzkich. – Skąd znam polski? Nauczyłem się, czytając Pismo Święte po polsku. Ale mam wileński akcent – mówi z szerokim uśmiechem młody łotewski ks. Andris, proboszcz neogotyckiego kościoła w Līksnie, w pobliżu drugiego mienia stryjków Emilii Plater. W geście przyjaźni duchowny proponuje nam nazywać go ks. Andrzejem. 

Bliższa niż myślisz

Według spisu ludności z 2017 roku na Łotwie mieszka około 1,95 mln osób. 2,1 proc. z nich, czyli 40,5 tys., to Polacy. – Ale jakby przed przyjazdem ktoś mi powiedział, że w Łatgalii na Łotwie słychać echa dawnej Polski, to bym pomyślał, że mu się pomyliły kraje – usłyszałam od Michała już po powrocie z wyjazdu. – Ciekawe, że tak mało osób dziś w Polsce jest świadomych naszych więzi z tą ziemią – przyznaje Iwona. – Może Sowietom o to chodziło, żebyśmy o tym zapomnieli? – zastanawia się. – Wiesz, kiedy znajomi pytali mnie przed wyjazdem, dlaczego Łotwa, co tam jest takiego, czego nie ma gdzie indziej, odpowiadałam: zobaczymy – dodaje Magda. – Teraz mówię: Pojedźcie, przekonajcie się sami. Ja tu na pewno wrócę – obiecuje. 

Wyjazd do Agłony zorganizowali: Stowarzyszenie Turystyczne Łatgalskiego Regionu „Ezerzeme” (LRTA) we współpracy z departamentem ds. turystyki Łotewskiej Agencji Inwestycji i Rozwoju (LIAA). Wizytę wsparły dwie, łotewska i polska, państwowe linie lotnicze – Air Baltic i LOT. 

Przedruk tekstu z tygodnika „Gazeta Polska”
Nr 37 12/09/ 2018